18.09.2019 12:00 25 RP/TTM

Szpital w Pucku: Konflikt z nową prezes nabiera tempa

Fot. Marek Trybański/TTM

Oddział wewnętrzny w trakcie remontu z pacjentami, brak lekarza w punkcie nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, mandat od sanepidu dla prezes szpitala, szczury, a teraz ciąg dalszy konfliktów z personelem. Czy ta sytuacja doprowadzi do zamknięcia placówki?

O puckim szpitalu słyszy się coraz więcej, nie są to jednak pochlebne opinie. Zdaniem pracowników, wielu z nich wyrzucono z pracy lub nie przedłużono z nimi kontraktów. Przekonała się o tym na własnej skórze Beata Wilichnowska, która w puckim szpitalu pracowała 15 lat. Pożegnać z firmą musiała się w kilka minut, bo… szybko wymieniono zamki w jej gabinecie.

W dniu, w którym zostałam zwolniona, czyli 9 września, mój dzień wyglądał jak każdy inny – wspomina Beata Wilichnowska, była pielęgniarka. – Zajmowałam się swoimi obowiązkami, kiedy w pewnym momencie otrzymałam informację, że mam natychmiast stawić się u prezes. Nie mogłam nawet dokończyć badania pacjenta, którym się właśnie zajmowałam – dodaje.

Niczego nieświadoma pielęgniarka stawiła się w gabinecie. Nie mogła uwierzyć własnym uszom, kiedy prezes szpitala powiedziała, że nie widzi dalszej współpracy z panią Beatą.

Byłam w takim szoku, że poprosiłam o to, by móc się z kimś skonsultować – opowiada z drżeniem w głosie była już pielęgniarka. – Chciałam to pismo zabrać na 10 minut i poradzić się osoby doświadczanej w prawie pracy. Nie mogłam – dodaje.

Fot. Marek Trybański/TTM

Ta sytuacja bardzo wstrząsnęła pracownicą szpitala. Ze względu na złe samopoczucie, udała się do lekarza. Tam zmierzono jej ciśnienie, które było niebezpiecznie wysokie. Pani Beata postanowiła wrócić do szpitala po swoje rzeczy. Ku jej zdziwieniu, zamki były już wymienione.

Minęła zaledwie godzina, a mnie potraktowano jak złodzieja – komentuje pielęgniarka. – Nie to jest jednak najgorsze. W gabinecie przez 15 lat mojej pracy nazbierałam mnóstwo rzeczy. Były tam także pieniądze, które w tajemnicy przed mężem odkładałam na wycieczkę. Nie mam teraz tych pieniędzy – opowiada ze łzami w oczach.

Fot. Marek Trybański/TTM

Prezes szpitala nie chciała wypowiadać się na temat zwolnienia; nie wyjaśniła też procedury wymiany zamków w tajemnicy przez pracownikiem.

Od zwolnienia danej osoby są odpowiednie instytucje i tam będą rozstrzygane pewne kwestie – mówi Weronika Nowara, prezes puckiego szpitala.

Fot. Marek Trybański/TTM

Zdaniem wielu ta sytuacja przelała czarę goryczy, bo w szpitalu w Pucku od czasu rządów nowej prezes źle się dzieje.

Niezrozumiałe jest dla nas powstępowanie prezes – ostro komentuje Izabela Kupska-Topór, przewodnicząca związków zawodowych w puckim szpitalu. – Chcielibyśmy uzyskać odpowiedzi na nasze pytania, które kierowaliśmy do prezes.

Pracownicy i pacjenci zgłaszali też problem ze szczurami. Personel szpitala miał wielokrotnie zgłaszać tę sytuację do prezes szpitala. Gryzonie odnaleziono m.in. w łazience ratowników medycznych.

Fot. widz TTM

Fot. Marek Trybański/TTM

Związki zawodowe pytały też starostwo, czy urzędnikom znana jest sytuacja panująca w szpitalu. Tam sprawa zamiatana jest pod dywan i tłumaczona kredytem zaufania do obecnej prezes, który powoli się jednak wyczerpuje.

Daliśmy prezes szansę na minimum rok, po tym czasie ocenimy jej pracę i podejmiemy decyzję – komentuje Tomasz Herrmann, wicestarosta pucki.

Rok minie w październiku – czy do tego czasu szpital przetrwa? Tego nie wie sam jej prezes.


Czytaj również:

Trwa Wczytywanie...

Chcesz przeczytać więcej?

Wyłącz adblocka.

Dziękujemy :)


ODBLOKUJ NADMORSKI24